czwartek, 6 listopada 2014

Gadżet do szkieł kontaktowych

Kochani!
Dzisiaj o gadżecie, który jest moim odkryciem i ułatwia mi życie.
Oto: Zestaw podróżny CnKaite. Taki zestaw podróźny zakupiłam na www.szkla.com:
Na ww. stronie są też inne wzory zestawów. Niekoniecznie musi to być coś "dziewczyńskiego".

Krótko o tym , co znajdziecie w środku:
Pudełeczko na szkła, pojemniczek na płyn 5ml, pęsetka ( której ja nie używam ;), ale są podobna tacy co używają pęsetek do szkieł), lusterko.


Ja płaciłam po 14,99, bo kupiłam 2 sztuki. Cena przy zakupie jednej sztuki to 19,99zł.
Polecam poczekać na akcję "darmowa wysyłka", która w szkla.com ma miejsce regularnie.
Gadżet ma jedną zaletę: wszystko co mi potrzebne przy noszeniu szkieł mam uporządkowane i zawsze przy sobie. Taki drobiazg ułatwiający życie.
Postaram się na dniach zamieścić dla Was także recenzję szkieł FitView Color Switch ,czyli szkieł dzięki, którym możecie zmienić kolor swoich oczu. Zapraszam!

piątek, 10 października 2014

o czerwieni ust po raz drugi

Kochani!
Dzisiaj wstępem o różnych odcieniach czerwonych pomadek.
"Jaki kolor jest dla mnie ?"
Określ czy masz ciepłą czy chłodną karnację. Ja znam dwa dość łatwe sposoby.
Pierwszy: załóż na palce pierścionek srebrny i złoty. Który bardziej pasuje do twojej skóry? Jeśli złoty - twoja karnacja jest ciepła, jeśli srebrny - chłodna.
Drugi: Do dłonie przykładamy dwie karteczki: żółtą i niebieską. Zasada jak przy pierścionkach żółta- karnacja ciepła, niebieska- karnacja chłodna.
Jeśli testy nie dają jednoznacznego wyniku - twoja karnacja jest neutralna.
Jeśli masz chłodną karnację będą dla ciebie dobre tylko chłodne czerwienie , czyli takie wpadające w odcień wiśni, maliny wina.
Jeśli masz karnację ciepłą lub neutralną - pasują ci wszystkie odcienie ;) Także pomidorowe i koralowe.
Drugą sprawą, na którą należy zwrócić uwagę to nasze zęby. Jeśli nie są snieżnobiałe - zrezygnujmy z ciepłych odcienie czerwieni. Spowodują one , że nasze zęby będą wydawać się bardziej żółte, a wiadomo, że tego żadna z nas nie chce.

Kierując się powyższymi zasadami wybrałam dla siebie następujące kosmetyki:

Balsam Babylips Maybelline Cherry Me 
Nie tylko dobrze nawilża i zmiękcza usta, ale także nadaje im odrobinę czerwonego pigmentu. Polecam także jako osobny kosmetyk dla delikatniejszego look'u. Fajnie pachnie wiśniami.
Cena: ok 15 zł

Kredka Miss Sporty Lipliner Pencil 012 Wine
Kolor ciemniejszej, przygaszonej czerwieni. Niedroga kredka, dobrze napigmentowana,  ładnie trzyma kontur ust. Stosunkowo miękka i trwała. Cena ok 10 zł.

Maybelline SuperStay 14HR Lipstick  540 Ravishing Rouge
Trwała pomadka w dobrej cenie. Bardzo dobrze i równomiernie napigmentowana, w chłodnym odcieniu, jednak nie wpadająca w fiolety. Ma matowe wykończenie, jednak została wzbogacona drobinkami więc nie jest to klasyczny mat. Jest naprawdę trwała. Nie oszukujmy się, że wytrzyma 14 godzin, ale na pewno około 4 godzin , co jest dobrym wynikiem. Jest także wydajna. Cena : ok 32zł.
 Na tym zdjęciu widać ładnie drobinki z pomadki. Jest ich nie za dużo, nie za mało. W sam raz, aby podkreślić blask, ale nie na tyle, aby być wersją "disco".

czwartek, 9 października 2014

Czerwone usta

Kochani!
Dzisiejszy post będzie zbiorem informacji z różnych blogów, vlogów i stron z poradami makijażowymi i odpowie na pytanie :
Jak malować usta na czerwono?
Przyszła jesień i mnie także naszła ochota na zmianę image'u. Od dawna zachwycam się ustami Bunny Meyer aka  Grav3yardgirl  (link do kanału youtube: https://www.youtube.com/user/grav3yardgirl, ostrzegam, Bunny to osoba temperamentna, nie można pozostać wobec niej obojętnym, ją się albo kocha albo nienawidzi) i postanowiłam poczytać i zainwestować w czerwień do ust. Poczytałam, poczytałam ..... i kupiłam, ale o tym na jakie kosmetyki zdecydowałam się ja i dlaczego - w kolejnym poście. Zacznijmy więc od tego , co zrobić aby mieć piękne czerwone usta?

"Filozofia przygotowania"
Czerwona szminka nie wybacza. Jest okrutna. To prawda. Jeśli chcecie nosić intensywny kolor ust (dotyczy nie tylko czerwieni, ale jej w szczególności)  - zadbajcie o perfekcyjny makijaż reszty twarzy. Naczynka, przebarwienia, worki pod oczami czy inne niedoskonałości - nie ma litości. Wszelkie "paskudy" muszą zostać dobrze ukryte.Jeśli coś pominiecie - możecie być pewne, że właśnie to będzie widać na waszej twarzy zaraz bok "ust czerwieni".
"Zrównoważony makijaż"
Czerwona szminka nie może mieć konkurentów na twarzy. Jeśli nie chcemy wyjść "przerysowane" i decydujemy się na mocną szminkę, zrezygnujmy z mocnego make-upu reszty twarzy. Konturowanie, róż, czy makijaż oczu - powinny być delikatne. Uważam, że czarny tusz to podstawa, a co dalej dołożycie - musicie uważać. Polecam delikatne konturowanie i "muśnięcie różem", roztartą czarną kredkę i właśnie czarny tusz. Jeśli idziecie na imprezę - zróbcie grubszą kreskę, jeśli do biura- ledwie przydymioną. Wystarczy.
"Przygotuj usta"
Pisałam już że czerwona szminka nie wybacza? Ano właśnie. Usta muszą być idealnie gładkie. Idealnie. Każda skórka, każda ranka - czerwony kolor tylko je podkreśli. Zadbajcie o swoje usta : zafundujcie im peeling ( polecam masaż szczoteczką do zębów z nałożonym miodem) oraz maseczkę ( tu także sprawdzi się miód nałożony na noc, lub grubsza warstwa balsamu do ust - rano usta będą gładkie i odżywione). Oczywiście dbamy o usta nie tylko przed nałożeniem czerwonej pomadki ;).
"Makijaż ust"
Tutaj uważam, że nie ma półśrodków. Dlatego potrzebujemy minimum 3 kosmetyków : balsamu do ust, kredki oraz pomadki/szminki. Balsam nakładamy w szczególności jeśli chcemy użyć trwałego kosmetyku, dodatkowo wygładzi nasze usta i odżywi je. Same plusy. Kredkę także uważam za konieczność. Nie ma chyba nic gorszego niż nierówno pomalowane czerwone usta, albo usta, z którym spłynęła czerwona pomadka.
"Technika malowania"
Polecam nakładać czerwoną szminkę pędzelkiem. Unikniemy wyjeżdżania za linię oraz szminki na zębach ;) Czerwone pomadki są mocno napigmentowane, dbajmy aby nakładać je równomiernie, gdyż każdą nierówność będzie widać.



Tyle jeśli chodzi o moje uwagi. W kolejnym poście kilka słów o tym jak dobrać do nas czerwoną pomadkę i obiecane recenzje wybranych przeze mnie kosmetyków.


wtorek, 7 października 2014

AVONOVE-LOVE Tusz Big and Daring

Witajcie Kochani!
Dzisiaj kilka słów o nowym tuszu z Avonu, który podbił moje serce. Drugi raz Avon wypuścił tusz, który moim zdaniem, dorównuje kolegom z najwyższych półek cenowych.  Moim świętym Gralem tuszy jest Diorshow i daje on efekt, w moim odczuciu idealny. Nie wiem czy jeszcze gości w sklepach, ja zakupiłam go raz na lotnisku, ponad 7 lat temu , a i tak cenę miał.... powiedzmy zabójczą. Mimo swoich licznych zalet - uważam że cena ponad 100 zł za tusz to już przesada i zdecydowanie zbyt duże obciążenie dla kieszeni zwykłej konsumentki.
Dlatego z chęcią testuję różne tusze, różnych producentów. Moim ulubieńcem był Super Extend Mascara, jednak już go wycofano, a jego miejsce zajął inny produkt, niedorastający mu do pięt! Było mi żal....
W najnowszym katalogu Avonu zobaczyłam nowy tusz za 16,99 i pomyślałam : czemu nie spróbować?
Nie byłam zbyty przekonana, lubię tusze wydłużające, nie potrzebuję dodatkowego pogrubienia. Skracając historię: Kupiłam i użyłam i .... zachwyciłam się!
Tak, więc przedstawiam dzisiejszego bohatera. Tusz :

BIG & DARING Volume Mascara, producent: AVON



pojemność : 10 ml
cena : bieżący katalog 16,99, regularna 39 zł
Pamiętajmy, że tusze z Avonu często są w promocjach. Nigdy nie kupiłam tuszu w cenie regularnej z Avonu i jeśli dobrze pamiętam nigdy nie przekroczyłam kwoty 22 zł za tusz. Zatem myślę że można przyjąć średnia cenę 20 zł.
Opis i opinia:
Tusz ma dobrą konsystencje od momentu otwarcia ( czasami tusze są zbyt wodniste i dobrze używa się ich dopiero po około 3 tygodniach, albo od razu są za gęste, mają grudki). Szczoteczka dobrze rozprowadza go na rzęsach zarówno górnych jak i dolnych. Jest z jednej strony dłuższa, z drugiej krótsza, lekko podkręcona. Tusz nie pozostawia grudek. Mnie nie uczulił. Mimo, ze nie jest wodoodporny, nie rozmazuje się w ciągu dnia.Już jedna warstwa pięknie podkreśla oko.

Dodatkowy plus : opakowanie ma "klik" ;). Dzięki temu 1. wiemy, że dobrze zakręciłyśmy tusz i nie wyschnie 2. mamy pewność że nie odkręci się w torebce.
Kolor tuszu i design opakowania dość przeciętny, klasyczny.
Ja polecam, ale wiadomo - sprawa indywidualna. Myślę że za 16,99 warto spróbować. Ze mną na pewno zostanie na dłużej.

środa, 24 września 2014

Vaseline Nowe kosmetyki w Polsce

Witajcie Kochani!

Dzisiejszy post będzie o nowej marce kosmetyków w Polsce : Vaseline. Produkty te, każdy z dodatkiem wazeliny,  pojawiły się ostatnim czasie w Rossmannie i zachęcają z półek, aby wrzucić je do koszyka. Czy warto? Odpowiedzcie sobie sami, ja natomiast przedstawię moją obiektywną ocenę dwóch z nich, które wylądowały w koszyku, a później w moim domu.


Produkt 1 : Vaseline Wazelina kosmetyczna Petroleum Jelly

pojemność: 100ml
cena: 10,49 zł
Opinia i podsumowanie:
Wazelinę w tym "niby-słoiczku" chciałam kupić w mniejszej pojemności, ale nie mogłam znaleźć. Nieprzekonanym polecam kupić wersje 50 ml i zacząć od niej. Czemu? Możecie trochę się zawieźć.
Po pierwsze : opakowanie na duży plus. Wygodny słoiczek, dobre zamknięcie na "klik". Wygląda porządnie i dobrze się je użytkuje. Myślę, że producenci maseł do ciała mogliby się wzorować na tym słoiczku i jego zamknięciu. A sam produkt, no cóż.... to wazelina kosmetyczna. Ma jej wszystkie plusy i minusy. Nie ma dodatkowych substancji. Niby ok ,ale .... np. Wazelina Isana pojemności 125 ml kosztuje 5,99, czyli znacznie mniej. Trzeba rozważyć i zdecydować czy chcemy dołożyć tych kilka złotych za opakowanie. Stąd moja rozterka i mieszane uczucia. Wazelina firmy Vaseline jest dobrym produktem, ale nadal, w mojej ocenie, jest to zwykła wazelina ( jak ona ma wiele zastosowań, ale nie każdy ją lubi), ale w wyjątkowo poręcznym opakowaniu  stąd moje niezdecydowanie. Czy kupię ponownie? Nie wiem, 100 ml wystarczy mi na bardzo długo ;)

Produkt 2: Vaseline balsam do ciała w spray'u Cocoa Radiant

pojemność: 190 ml
cena: 25,49 zł
Opinia:
I tutaj moje odczucia też są trochę mieszane. Balsam jednak ma zdecydowanie więcej zalet. Ale po kolei:
Plusy:
- delikatnie nawilża, ale skóra długo pozostaje miękka
-nie zostawia tłustego filmu
-obłędnie zachwycająco pachnie ( jeśli ktoś lubi zapach masła kakaowego)
-bardzo wygodna i szybka aplikacja, także w miejscach "trudno dostępnych" jak np. plecy
-lekko orzeźwia
-delikatnie rozświetla skórę
-szybko się wchłania
-dobrze skonstruowany pojemnik, góra lekko się przekręca dzięki czemu opcja otwórz-zamknij jest bardzo wygodna i bezproblemowa, nawet gdy mamy dłonie w produkcie
- nie klei się

Minusy:
- nie daje głębokiego porządnego nawilżenia ( ale czy to minus? Myślę że nie do końca, jeśli chcemy dogłębnie odżywić i nawilżyć skórę to kupujemy bogatszy w konsystencji produkt czyli masło, balsam ma być lekki )
-cena ( tu blado wypada w porównaniu z np. balsamem do ciała w tej samej firmy czyli Vaseline i także wersji Cocoa Radiant, gdzie cena 14,49 za 200 ml produktu, z drugiej strony produkt w sprayu wydaje mi się że będzie bardziej wydajny więc.... nie wiem....).
Podsumowanie:
Na pewno produkt warty polecenia. Daje nam to czego oczekujemy od balsamu. Dopłacamy za formę, która jednak jest na prawdę bardzo wygodna w użyciu. Czy warto? To już każdy musi rozważyć biorąc pod uwagę swój balsamowy budżet ;). Myślę, że warto spróbować, jest to fajny i praktyczny gadżet. Pryskając się nim wyobraziłam sobie jego zastosowanie po wakacyjnym słońcu - na pewno się sprawdzi. Dla mnie na kolejne wakacje - must have!

Z chęcią, gdy zużyję balsam w sprayu zakupię jeden z tradycyjnych w formie balsamów firmy Vaseline. Nie wiem czy będzie to wersja Cocoa Radiant, której zapach mnie zniewolił, czy zaryzykuję i zdecyduję się na inną wersję. Fajne jest to, że jest ich kilka i każdy wybierze coś dla siebie.


czwartek, 3 lipca 2014

Nie samymi kosmetykami człowiek żyje

Kulinarnie - bo jeść też trzeba ;) (*)
Tych, co jeszcze nie zauważyli pragnę poinformować o zmianie profilu bloga Alithii - teraz jest to blog kulinarny. Miłość jak to miłość- zmienia człowieka, i teraz zamiast mieszania w kremach do twarzy , miesza w garnkach. Tak więc Pani Mikrobiolog i Pan Bibliotekarz pichcą razem w kuchni, i fajnie im to wychodzi. Jeśli chcecie zaskoczyć lubego lub dręczą was pytania typu : "Co dziś na obiad?" Zajrzyjcie w wolnej chwili i dajcie się zainspirować!

 Blog nie tylko opisuje w prosty sposób co jak i kiedy dodać, ale przedstawia zdjęcia potraw nie tylko już przygotowanych ale także te "w trakcie" - dzięki temu łatwiej Nam coś upichcić w domu. Osobiście szcególnie polecam pozycje :
Sos czosnkowy:
http://okiemidlonmi.blogspot.com/2014/06/sos-czosnkowy-na-zimno-domowy-i.html
I tortille z polędwiczką:
http://okiemidlonmi.blogspot.com/2014/06/mundialowo-dla-kibicow-czyli-tortilla-z.html



Link w panelu bocznym i tutaj. Pozdrawiam!
 (*) zdjęcia z tego posta pochodzą z polecanego bloga http://okiemidlonmi.blogspot.com/ i zostały wykorzystane za zgodą właścicielki.

Batiste w Biedronce!

Kochani !
Brak czasu niestety odbija się na blogu. Dlatego spieszę Wam napisać kilka słów o szamponach Batiste póki czas. W szczególności teraz na to czas bo od dzisiaj możecie kupić szampony Batiste w Biedronkach po 10,99 za 200 ml, co uważam za  dobrą cenę. Batiste pojawił się w akcji tematycznej od 03.07 , akcja trwa  do 16.07 lub wyczerpania zapasów. Ja byłabym happy gdyby Biedronka miała Batiste w tej cenie w swojej stałej ofercie.



Kilka słów o Batiste:
Wyprodukowane w UK suche szampony Batiste podbiły blogosferę już dawno. I nie ma co się dziwić. Osobiście używałam jeszcze innych suchych szamponów (Isana oraz Schwarzkopf) i na moich włosach Batiste sprawdza się o wiele lepiej.
Sposób użycia:
Mocno wstrząsamy i psikamy u nasady włosów. Masujemy aż nie będzie widać białego proszku (skrobia chyba ). Następnie przeczesujemy włosy. Dla mnie czas użycia Batiste to ok 2 minut. Co Oznacza, że zaoszczędziłam na myciu włosów, suszeniu i układaniu co najmniej 30 minut. Nieźle!
Pamiętajmy jednak, że Batiste , jak inne suche szampony, to produkt awaryjny. Nie możemy go stosować kilka dni pod rząd i nie myć głowy w sposób tradycyjny. Ale nieraz zdarzają się poranki, że nasze włosy potrzebują odświeżenia a my nie mamy czasu na ich mycie. Wtedy Batiste nas poratuje na ten jeden dzień. Sprawdza się super podczas weekendowego wypadu, gdy nie chcemy tracić czasu na mycie włosów.
Wady Batiste:
W regularnych Batiste wad nie widzę. Co innego wersja Volume, czyli dodająca objętości. Dziewczyny, które używają specjalnych pudrów typu volume będą zadowolone. Ja jednak nie cierpię kiedy moje włosy są sztywne. Efekt Batiste Volume to taki miź pudru dodającego objętości i suchego szamponu. U mnie nie sprawdza się kompletnie. Mam problem z rozmasowaniem go i jak ju zapisałam nie lubię tej sztywności.  Jednak nie wynika to z tego, że szampon jest złej jakości - po prostu nie każdy lubi takie produkty.  Dlatego Dziewczyny zaczynające przygodę z Batiste na swój pierwszy suchy szampon powinny wybrać inne nie ten dodający objętości, gdyż jego zastosowanie jest inne.
Zapachy:
Pisząc o Batiste nie sposób nie wspomnieć o zapachach. Wszystkie, które miałam przypadły mi do gustu: Fresh, Tropical i Cherry. nie pytajcie o ulubiony, bo wszystkie ładnie pachną. Na Biedronkowej póce widziałam : Fresh, Wild, Original, Tropical, Blush.
Podsumowanie:
Polecam i jeszcze raz polecam. Produkt jest świetny !

Na stronie dystrybutora możecie zobaczyć kilka wideo-porad dotyczących Suchego Szamponu Batiste oraz fryzur  jego wykorzystaniem. Warto zajrzeć : www.batiste.pl .   Zakładki: Jak stosować suchy szampon  oraz Znajdź swój styl.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rossmann promocje makijażowe

Kochane w tym tygodniu -49 % na kosmetyki do makijażu oczu. Czyli cienie, kredki,eyelinery, tusze.

W promocji zeszłego tygodnia zakupiłam L'Oreal Infallible 24h, niedługo napiszę o nim kilka słów.

W tym tygodniu mogę polecić gorąco kredkę Max Factor090 Natural Glaze - jako kredkę do linii wodnej. Ma ładny jasnocielisty kolor dzięki temu uzyskujemy naturalny, świeży look.  Teraz okazja ją zakupić w przyzwoitej cenie, bo w cenie regularnej jest dość droga.
Mnie kuszą kredki z Maybelline z serii Colorama, w szczególności zieleń. Może jakaś z wibo jeśli trafi mi się ładny kolorek. Cena regularna to ok 12 zł więc teraz mozan ją będzie kupić za grosze. Może jeszcze się skusze na jakiś tusz, zużywam ostatnią sztuke mojej miłości z Avonu, a chyba będą go wycofywać co oznacza, że trzeba będzie szukać zamiennika ;(. Lepiej teraz już coś wypróbować póki jest promocja.  Jeszcze nie mam pojęcia co zakupię.

Postaram się zdać relację z tego na co dałam się skusić i oczywiście oczekujcie recenzji podkładu / Buziaki !

poniedziałek, 24 marca 2014

Niedrogie i dobre.

Czasami kupujemy kosmetyki za nieduże pieniądze i ... musimy je później wyrzucić, bo kompletnie się nie sprawdzają. Metodą na uniknięcie takich pomyłek jest kupowanie produktów polecanych w internecie. Ja także mam swoją kolekcje niedrogich zdobyczy, o których chcę Wam dzisiaj napisać. Poniżej fotka:



I opisy  ;)

1. Kredka do brwi ze szczoteczką do stylizacji Catrice Eye Brow Stylist kolor 020 Date With Ash-ton.  (Zachwyca już sama nazwa koloru ;) ) Szczoteczka do brwi jest standardowa. Jakości średniej. Natomiast kredka - mnie zachwyciła. Piękny kolor szaro-brązowy, który wygląda bardzo naturalnie. Przy moich blond włosach efekt jest super. Kredka jest woskowa, dobrej miękkości i pigmentacji. Utrzymuje się cały dzień. Strzał w 10! Cena ok 10 zł

2. Pomadka Wibo Elikis numer 5. O niej każdy pisał. Ogóllnikowo: fajnu kolor i konsystencja, szkoda, że opakowanie.... tandetne.Ok 10 zł

3.Tusz Wodoodporny Essence Get Big Lashes. Wszystko czego chcemy od tuszu: pogrubia, wydłuża i nadaje piękny głęboki czarny kolor. Szczoteczka taka jak lubię: niektórym może się wydawać za gęsta, ja sobie ją chwalę. Ładnie rozdziela rzęsy. Cena standardowa ok 10 zł. Ja kupiłam w promocji 2 za 10 zł. Chyba taniej się nie da kupić dobrego tuszu.

4. Liner Fabulous Gel Miss Sporty kolor 001 Black and White Polecam eyeliner z tego zestawu. Highlighter nie sprawdził się zupełnie. Ale czarna kreska zrobiona eyelinerem jest super. Zastąpił mój mazak  z Catrice i chyba zostanie ze mną na dłużej. Kolor jest intensywny. Na powiece trzyma się przyzwoicie, wymaga poprawki po ok 6 h.  W zestawie dostajemy także pędzelek, który sprawdza się świetnie. Zapłaciłam 14,99 ,co myślę za liner w żely z pędzelkiem - niewiele.

5. Korektor Catrice Camouflage Cream kolor 020 Ligh Beige. Mega kryjący i niedrogi korektor. Do zadań specjalnych. Nie straszne mu najgorsze przebarwienia. Oczywiście to korektor typu "kamuflaż" więc uważamy aby z nim nie przedobrzyć. Dla mnie kolejny sprawdzony mieszkaniec kosmetyczki. Cena ok 13 zł za 3g.  Kosmetyk jest bardzo wydajny więc starczy na długo.

6. Cienie Lovely Matte Make Up kolor 05. Fajne matowe cienie. Dobra pigmentacja, Trzymają się na powiekach ok 8 godzin. Są miękkie i aksamitne. Cena ok 10 zł.

Ogólnie cena kosmetyków od 5 zł (tusz w promocji) do 15 zł (Liner Miss Sporty). Oceniam je jako tanie ,ale to oczywiście kwestia względna. Dla mnie są odkryciem po stosowaniu ich droższych odpowiedników (jak np. kredka do brwi Inglot - ok 40zł), ja nie widzę różnicy więc po co płacić więcej?

czwartek, 6 marca 2014

Kąpiel Bania Agafii Maska do ciała termalno - iłowa

Uff jak gorąco! Dzisiejszy post trochę inaczej będzie napisany niż dotychczasowe recenzje, bo i produkt nietypowy. Bardzo.

 
Do rzeczy :
Opakowanie jak już wiecie charakterystyczne dla serii, cena 5 zł.  Z opakowania uśmiecha się Nasza Kochana Babuszka Agafia, ona już wie co Nas czeka ;)

Konsystencja maski przyjemna ,taka trochę  "glinkowa". Nakłada się miło i przyjemnie i .....
i się zaczyna po 4-5 minutach zaczynamy czuć intensywne rozgrzewanie. Naprawdę intensywne. cieplutko nam i milutko, ale coraz cieplej i cieplej. Spokojnie! Maska nie parzy, ale zanim minie zalecanych 10 minut porządnie się rozgrzejecie.Serio.

Rozgrzana po 10 minutach idę zmyć maskę. Schodzi szybko ładnie, nie ma z nią problemu. Wycieram się w ręcznik i kładę. I po kilku minutach.... BUM! nogi i brzuch (tam gdzie była maska) rozgrzewają się jak szalone. Zaczynam się bać poparzenia chemicznego. Gorąco jest coraz bardziej dokuczliwe, nie parzy i nie boli, ale ciężko je wytrzymać. Myślę sobie : masz babo! Zachciało Ci się eksperymentów to będziesz miała problem. Lecę do lodówki, otwieram szufladę z mrożonkami , wyciągam trzy sztuki i obkładam rozgrzane miejsca. Pierwszy szok - w ogóle nie czuję że są zimne : ja , która nie może się zmusić do chłodnego prysznica leżę z zamarzniętymi produktami. Chwila ulgi. Ale przecież nadal grzeją nogi z tyłu.... Rezygnuję z mrożonek. Minutę po ich schowaniu ciepło znów staje się trudne do wytrzymania. Biorę się za kostki lodu. Wykonuję nimi masaż wszystkich części ciała na których była maska. Wreszcie czuję ulgę (poza palcami rąk w które mi zimno!). Po jakiś 10 minutach masażu przestaję. Nadal odczuwam ciepło, ale teraz jest ono przyjemne. Moge iść spać. Myślę sobie : Ty Franco w saszetce  : nigdy, NIGDY cię więcej nie użyję.

A potem budzę się rano i ..... SZOK! Skóra tam gdzie była maska jest gładziutka jak nigdy dotąd. SZOK numer 2 : rozstępy się zmniejszyły (takie świeże, różowe), SZOK 3: skóra wcale a wcale nie jest nigdzie zarumieniona ani podrażniona. Czy to efekt zastosowania maski czy masażu lodem? Kto to wie? Efekty w każdym bądź razie mnie zaszokowały. I tak się zastanawiam : czy użyć jej ponownie? Chyba , my ,baby, jednak czasami nie do końca mamy poukładane w głowie.

Czy polecam maskę? Sama nie wiem. Nie wiem czy ponownie jej użyję. Nazwa termalna trafiona w 100%. kiedyś miałam jakiś super intensywny balsam wyszczuplający rozgrzewający i wiecie co? W porównaniu z tą maską to pikuś. W porównanie z tą maską żaden kosmetyk rozgrzewający nie może się równać. Czy to dobrze czy źle? Nie wiem. Używacie na własną odpowiedzialność, ja ostrzegałam. Na pewno dwie rzeczy mogę zdecydowanie odradzić : nie wpadajcie na pomysł owijania maski folią (nawet nie chcę pomyśleć co by wtedy było!!!) jak to się czasami robi przy zabiegach na ciało ,jeśli macie tendencję do naczynek absolutnie nie używajcie tej maski, ona mega mocno rozgrzewa.
Zamiast podsumowania odsyłam was do wiersza Aleksandra Fedry "Małpa w kąpieli". Jakoś sama nasuwa mi się analogia. Trzeba mieć do siebei dystans, nie ?

wtorek, 25 lutego 2014

Bania Agafii - brzozowy scrub do ciała

Scrub do stóp wzięłam ze zwykłej ciekawości bardziej niż potrzeby. Użyłam. Peelinguje . I tyle. Kosmetyk mnie nie zachwycił, ale też nie zawiódł. Ot, taki zwyklak. Taka sama opinia jest dla brzozowego scrubu do ciała. Oba kosmetyki przyzwoite.Niestety opakowania scrubu nie zdążyłam zrobić zdjęcia, jest podobny do peelingu do stóp, z tym że kolor zieleni jest jaśniejszy.



Zapach: Pachną ładnie, ale bardzo delikatnie. Oba zapachy są odświeżające.
Konsystencja : Jak na peeling w sam raz, anie za gęsty ,a nie za rzadki. Mają sporo peelingujących drobinek, więc ścierają przyzwoicie. Łatwo się także zmywają, nie pozostawiając żadnego filmu na skórze.
Efekt : Gładsza skóra, trochę pobudzone krążenie. Po peelingu do stóp ładnie wygładzone suche pięty.

Jeśli ktoś potrzebuje peelingu , a nie chce się bawić w domowe mazidła - polecam. Na półkach pełno kosmetycznych bubli, a na tych peelingu przynajmniej się nie zawiedzie. Ja jednak pozostaję fanką peelingów domowych w tym ulubionego z kawy, cukru, soli i cynamonu. Przepis, opis i zastosowanie znajdziecie tutaj: Peelingi. Zawsze pod ręką, pachnie ładnie i wychodzi taniej.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Bania Kąpiel Agafii - maseczka odświeżająca

Ta maseczka to będzie jeden z ulubieńców! Wszystko co najlepsze zamknięto w 100ml.
Ale od początku. Maski użyłam już kilkakrotnie. Nie mogę się jej oprzeć.


Opakowanie: 100 ml "woreczek" z plastikową nakrętką. Ładny błękitny kolorek. Plus za opakowania  z serii: wygodnie się je przechowują nie zabierają za dużo miejsca.

Cena: 5,50 za opakowanie.

Konsystencja: konsystencja jak dla mnie to "rozwodniona żelo-galaretka". Dziwny opis, ale tak właśnie mi się kojarzy. Ma ładny kolor, dobrze się nakłada, jest dość wydajna.

Działanie: Od razu po nałożeniu mam wrażenie, że moja sucha skóra "wypija" maskę. Po zalecanych 10 minutach skóra jest nawilżona i odprężona. Znika napięcie i dyskomfort. Po kilku zastosowaniach zauważyłam, że przestały mnie dręczyć suche skórki, a zaczerwienienia i podrażnienia zmniejszyły się. Jestem zachwycona. Teraz stosuje maskę na całą noc, a rano nie ma czego zmywać. Skóra wreszcie nie woła o nawilżenie po przebudzeniu. Maska nie wzmaga wytwarzania sebum i nie zapycha, przynajmniej mnie.

Za co jeszcze ją pokochałam? Wiem, że pisałam o kosmetykach Agafii i ich cudownych zapachach, ale ta maska pachnie nieziemsko. Dzięki temu dodatkowo mamy aromaterapię. Zapachu nie potrafię opisać, ale od razu wprawia mnie w dobry nastrój, jedyne co mogę stwierdzić, że jest rześki, gdzieś tam przebija mięta. Zauważył to nawet TŻ, dosłownie obwąchał mnie szukając "czym tak ładnie pachnę". Gdyby były takie perfumy - zostałyby moimi ulubieńcami.

czwartek, 20 lutego 2014

Bania/Kąpiel Agafii z kolekcji mojej mamy

Jak wiecie z poprzedniego postu obdarowałam mamę ostatnio dwoma kosmetykami z serii bania/kąpiel agafii. Zacznę więc od naszych wspólnych wrażeń i efektów (tu głównym testerem jest mama).



Na pierwszy ogień idzie masło:

Bania Agafii - masło do ciała - odmładzające - amarant, różeniec górski, lotos, cytryniec chiński
Jak tylko przyszła paczucha, rozpakowałyśmy masło. Obie byłyśmy bardzo ciekawe jak pachnie i .... zapach przerósł nasze oczekiwania. już żałowałam, że nie zamówiłam żadnego masła dla siebie,  a jeszcze nie użyłyśmy go ani razu. To jeden z wielkich plusów kosmetyków z tej serii : piękne ziołowe zapachy. Ja uwielbiam te z nutą słodyczy i tak właśnie pachnie to masełko.
Konsystencja? Maślana. Ale nie w znaczeniu jak masło z lodówki, tylko taka jak naturalne masła np. shea. Masło jest twardawe, jego konsystencja jest ciężka i bogata. Przynajmniej w słoiczku. W pierwszej chwili wydaje się też dość tłuste. Jednak po nałożeniu na skórę bardzo szybko znika. Wchłania się ekspresowo i nie pozostawia żadnego tłustego filmu. Szkoda tylko, że zapach nie trwa długo.
Działanie jednak na plus. Skóra szybko jest nawilżona. Można odczuć komfort. Od razu znikają "zmarszczki z przesuszenia".
Dla mnie strzał w 10! Mama będąc z natury osobą leniwą w używaniu kosmetyków do ciała typu balsamy, mleczka, masła zachwyciła się tym kosmetykiem i obiecała go stosować. Uwierzcie mi - to najlepsza reklama.

Kąpiel Agafii – MASKA liftingująca do twarzy TONIZUJĄCA
Jakbym miała zamieścić krótką recenzję maski to powiem tak : mama powiedziała że jak są inne maski dla jej wieku odpowiednie z serii to ona je chce. JUŻ. 
Maska ją zachwyciła. Pięknie pachnie, szybko się wchłania i wspaniale nawilża. Dodatkowo koi i uspokaja skórę. Lift nie jest jakiś szokujący ale po dwóch zastosowaniach ciężko ocenić wpływ na jędrność skóry.   I co najważniejsze w przypadku mojej mamy: nie uczula. A mama ma skórę bardzo skłonną do podrażnień.

Podsumowując: mama zadowolona. Przy kolejnym zamówieniu muszę jej wziąć maskę odmładzającą ( zmlekiem łosia ? ;)) a dla siebie jakięś masełko, bo nagle wszystkie balsamy, które mam w domu stały się ble ;P.

środa, 19 lutego 2014

Babuszka nas rozpieszcza

Kapiel Agafii lub Bania Agafii - pod takimi hasłami w sklepach internetowych możemy znaleźć kosmetyki z nowej serii. Kosmetyki mają ciekawe opakowania, jak zawsze cudowne składy i nie są drogie.
Ja oczywiście także musiałam się na coś skusić ( a prawada jest taka, że wcale się nie broniłam). Swoje kosmetyki kupiłam w dwóch sklepach internetowych: na triny.pl i lawendowaszafa24.pl

Dzisiaj tylko kilka słów co kupiłam ,z czasem jak przetestuję będę zamieszczać recenzje i zdjęcia. Dzisiaj tylko spis. Co kupowałam gdzie łatwo rozpoznać, produkty występujące pod nazwą "bania" zakupiłam w lawendowej szafie, te ze słowem "kąpiel" zamówiłam na triny.pl

Kąpiel Agafii – MASKA do twarzy BŁĘKITNA OCZYSZCZAJĄCA na wodzie chabrowej ,  

Bania Agafii - ekspres maska do twarzy - odświeżająca - wiązówka błotna, irys syberyjski, mięta, przewrotnik pospolity, 

Kąpiel Agafii – MASKA do twarzy DAHURSKA – o działaniu kojącym i relaksacyjnym,

Kąpiel Agafii – MASKA liftingująca do twarzy TONIZUJĄCA(dla mamusi ;))

Bania Agafii - szampon do włosów specjalny - aktywator wzrostu - ekstrakt z igieł sosny karłowej, pięciornik, łopian, mydlnica lekarska, dziurawiec, eleuterokok kolczasty, rokitnik ałtajski

Bania Agafii - maska do włosów - super silna - wzmocnienie , stymulacja wzrostu - 7 syberyjskich ziół, olej cedrowy, mech dębowy, pszczeli wosk

Bania Agafii - maska do ciała - termalno - iłowa - głębinowy ił bajkalski, olejek kamforowy, żeń szeń, biała herbata, papryczka chil

Bania Agafii - maska do ciała antycellulitowa gorąca - miód, gorczyca, czerwony jałowiec, cytryniec chiński, słonecznik

Bania Agafii - masło do ciała - odmładzające - amarant, różeniec górski, lotos, cytryniec chiński(też dla mamy ;) )

Bania Agafii - brzozowy scrub do ciała - głębokie oczyszczenie - naturalne saponiny( mydlnica lekarska), mandżurska brzoza, biała pokrzywa, oregano

Bania Agafii - regeneracyjny peeling do stóp - redukcja zgrubień i nagniotków - otręby lniane, mumio ałtajskie, piołun, islandzki mech

Troszkę tego było, ale skoro ceny 5,50 - 7,00 zł (z wyjątkiem masła do ciała) To można było poszaleć ;) Tak sobie przynajmniej tłumaczę ;). Spodziewajcie się pierwszych recenzji już niedługo.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Tangle Teezer - mam i ja!



Oj jak dawno mnie nie było! Obiecuję poprawę! Dzisiaj kilka słów o moim nowym nabytku. Dużo o nim pisano więc ja krótko i na temat.


Dostępność : zmiany na plus! Swojego „rozplątywacza”  tangle teezer salon elite kupiłam na agito.pl za  35,90 zł (kosztów przesyłki brak, do końca lutego można w agito.pl załapać się na darmową wysyłkę do paczkomatów).

Wygląd : moja szczotka ma kolor pomarańczowy. Jest to bardzo neonowy pomarańcz. Część z włoskami jest koloru neonowo żółtego. W pierwszej chwili po otwarciu paczki przeżyłam szok. Po przyzwyczajeniu się – kolor nawet mi się podoba.

Ocena: ta szczotka ma dwa minusy : 
1. Jest trochę duża. Z racji braku rączki trzeba ją trzymać bezpośrednio w dłoni i mogłaby być trochę poręczniejsza. Zaznaczam, że moje dłonie wcale nie są drobne. Dla kobiet, których dłonie są małe może być po prostu niewygodna. Dla mnie? – Nie do końca komfortowa. 
2. Brak „skuwki”. Wiem, wiem : są wersje do torebki. Uważam jednak, że z racji elastycznych włosków każda sztuka powinna mieć skuwkę, aby się nie niszczyć podczas transportu.
Reszta to zachwyt nad szczotką.   
Po pierwsze i najważniejsze : świetnie rozczesuje włosy. Nie byłam pewna czy plastikowa szczotka to dobry wybór, a jednak.  Zdarza się, że gdy włosy są mocno splątane najpierw rozczesuję końce. Jednak każda szczotka jaką miałam do tej pory (w tym z naturalnego włosia) nie ma szans w rozczesywaniu TT.   
Kolejna rzecz, która mnie zachwyciła : wspaniale masuje skórę głowy. Jest to naprawdę przyjemne.  Plus numer trzy : mimo dużego rozmiaru nie wyślizguje się z dłoni. Plastik na górze szczotki nie jest gładki. Widać, że pod tym względem TT także zostało przemyślane.  
 Po kilku dniach zauważyłam też że włosy mniej się elektryzują i zostaje ich dużo mniej na TT niż na jakiejkolwiek innej szczotce. 


Podsumowanie:  Czy polecam TT? Oczywiście. Zachwyciła mnie. Jedyne co radzę to zastanowić się nad wersja do torebki. Jest poręczniejsza i bardziej praktyczna ze względu na rozmiar i skuwkę.