sobota, 6 lipca 2013

Gernier Olia 6.0 - czyli jak Alithia uzyskała wymarzony jasny brąz

Kochane!
Zgodnie z obietnicą dzisiaj druga fotorelacja z akcji farbowanie ;) . Alithia była u mnie i ona farbowała mnie, a ja ją. Moje efekty już widziałyście. Czas na jej kolorki. Ale najpierw słowem wprowadzenia.
Alithia od bardzo dawna szukała swojego koloru. Wiedziała dokładnie co chce uzyskać, jednak farby nie dawały TEGO wymarzonego koloru. Co gorsza bała się farb w tonacji 6 lub wyższej, bo jej włosy lubią wychodzić ciemno, wręcz czarno. Zachęcona opiniami na blogach i moimi doświadczeniami z Garnier Olia zdecydowała się zaryzykować. I nie pożałowała. Fotorelacja krótka i opis także. Widać, to po co się rozpisywać?
 Opakowanie:
Włosy przed :

Pierwsze zdjęcie oddaje rzeczywisty kolor włosów, na drugim słońce odegrało swoją rolę. Widać jednak, że włosy są dość jasne (poprzednia farba wymyła się), miały rudawy odcień. Niestety w rzeczywistości włosy były bardziej matowe niż na zdjęciach.
Włosy po




 Różnica duża. Kolor wyszedł bardzo zbliżony do tego na opakowaniu, a nawet ładniej. Ma piękny połysk. Modelka bardzo zadowolona, uzyskała kolor który od dawna jej się marzył.


P.S.
Na blogu pojawi się jeszcze odcień 5.3, który czeka cierpliwie w szafce na moją mamę. Zaznaczam, że Garnier , ani nikt inny, nie sponsoruje tych postów. Powstały one w skutek ciekawości nowego produktu na rynku (jak większość kobiet lubię zmieniać kolor włosów a co za tym idzie sporo farb przetestowałam i zawsze interesują mnie nowinki), farba mnie zachwyciła i  dlatego poleciłam im kobietom wokół mnie. Efekty uwieczniłam na zdjęciach aby Wam było potem łatwiej stwierdzić czy taki odcień końcowy i efekt Wam odpowiada. Sama często zanim zastosuję farbę szukam relacji w sieci i często one decydują o tym czy zdecyduję się na dany produkt czy kolor.

piątek, 5 lipca 2013

Garnier OLIA 8.13 Piaskowy blond, czyli rozjaśniłam się na lato

Kochani!
W nawiązaniu do posta http://klaczkowaurodowa.blogspot.com/2013/06/garnier-olia-643-miodowa-miedz.html dzisiaj kolejna, obiecana,  relacja z farbowaniem garnier OLIA. Modelką i testerką byłam dzisiaj ja, a farbę nakładała Alithia vel Bodzia.  (która z notatkami się opuszcza, ale trzeba jej wybaczyć - wiosnę ma w sercu, więc sami rozumiecie). Jutro prawdopodobnie pojawi się u mnie post z włosami Alithii, kolor 6.0.
O Ganier Olia podstawowe informacje macie z poprzedniego posta z Olią. Dzisiaj skupię się na fotorelacji i kilku słowach komentarza. Dodam, że na farbę i kolor zdecydowałam się po przeczytaniu tego posta
http://myclassicmodernlife.blogspot.com/2013/06/garnier-olia-813-piaskowy-blond.html
Jak się skończyła ta mała przygoda? Czytajcie dalej.
Opakowanie :




Włosy przed :

Kolor lekko zażółcony przez słońce. Opis koloru : złoty blond, lekko wpadający w miedź, odrost średni blond. Włosy farbowane były wcześniej farbą Garnier Color Sensation 7 Delikatnie Opalizujący Blond ponad 2 miesiące wcześniej.  Kolor wyszedł dużo bardziej rudy niż u modelki na opakowaniu. Pragnęłam czegoś chłodniejszego. I dlatego kupiłam Olię.
Włosy po Garnier Olia 8.13:

Efekt? Moim zdaniem różnica jest spektakularna! Kocham ten kolor! Chłodny blond, ale nie siwy. Stopień zniszczenia włosów po koloryzacji ; niewielki. Rozjaśnienie odrostu : zadowalające (a właściwie pozostaje w szoku - widać nie jest mi potrzebna farba z amoniakiem, ani rozjaśniacz- HURA!). Kolor mimo różnych odcieni na włosach wyjściowych wyszedł całkiem równo. Nie jest tak że wszędzie jest idealnie taki sam, jednak różnice nie są zbytnio widoczne. Zadowolenie w 100%.
Wnioski:
Garnier Olia zostanie ze mną na dłużej. Oceniam ją jako najlepszą farbę dostępną w tej chwili na rynku (a farbowałam już także farbami profesjonalnymi). Zdecydowanie polecam! 

czwartek, 4 lipca 2013

Kapsułki ARIEL - czyli nowa kampania streetcom

Kochani!
W poniedziałek dotarła do mnie paczuszka ze streetcom'u. Jestem ich ekspertką, czyli, jak już pisałam dostaję co jakiś czas produkty do testowania. Więcej o streetcom i ich ekspertach znajdziecie na stronie http://www.streetcom.pl/ Tym razem zawitały do mnie nowe kapsułki piorące Ariel. Wrażenia? Piękny zapach i łatwość użycia - to dwa stwierdzenia, które nasuwają mi się na myśl w pierwszej chwili. Poniżej kilka zdjęć i krótki opis wrażeń po pierwszym praniu.




Opakowanie:
Zdecydowanie na plus. 15 kapsułek to opakowanie, które nie zajmie dużo miejsca w łazience. Plusem jest jego podłużny kształt.


Kapsułki
28 ml skoncentrowanego środka piorącego. 1 kapsułka = 1 pranie. Kapsułki są miękkie i, tak - naprawdę , całkowicie rozpuszczają się w praniu. Zapach jest przyjemny, odurzająco świeży.



Wrażania po pierwszym użyciu:
Użycie banalnie proste. Siup kapsułka do pustego bębna, na  to pranie, nastawiamy pralkę i GO! Idzie! Wyciągamy pranko, jest czyste (chociaż nie miewam "uporczywych plam", więc nie wiem jak do końca z tym odplamianiem) i w łazience pachnie bardzo świeżo.

Czy  mi się spodobały?
Jak najbardziej tak. To też dobre rozwiązanie dla tych, którzy mają problem gdzie wlać płyn czy wsypać proszek. Czy kupię? Jeszcze będę testować, zależy też to od ceny. Nie ukrywam, że jeśli będę zadowolona z produktu to będę skłonna zapłacić trochę więcej za pranie więc możliwe, że tak.