wtorek, 25 czerwca 2013

Garnier OLIA 6.43 Miodowa Miedź

Kochane!
Przepraszam za tak długą nieobecność. Nadal o Was myślę i testuję, jedynie czasu na napisanie posta brak - to się jednak zmieni- obiecuję ;). U mnie największą zmianą było ścięcie włosów. Odciełam to co zniszczyło mi ombre.... Ale o tym kiedy indziej. Dzisiaj za zgodą mojej modelki pokazuję zdjęcia z i efekty po farbowaniu nową farbą na naszym rynku. Dla modelki wybrałam odcień 6.43 Miodowa Miedź, gdyż chciała odmiany w stronę rudości. W skrócie : OLIA mnie zachwyciła! Ale na początek fotorelacja, a później opinia.

Popatrzmy:

Opakowanie i kolor. W opakowaniu znajdziemy: tubkę z kolorem, aktywator, odżywkę, instrukcję i naprawdę uczciwie wykonane rękawiczki, które są CZARNE.
Fragment instrukcji : Wielki plus za napisanie "suche, nieumyte włosy" wyraźnie i na początku. Zawsze szukam i mam problemy z odnalezieniem tej informacji
Włosy przed : Wymyta do jasnego lekko rudego brązu farba Palette Deluxe 754 Czarujący brąz, spory odrost w kolorze średniego brązu, pojedyncze siwe włosy. Zdjęcie rozmazane, gdyż robione bez lampy w słońcu, aby lepiej oddać kolory.
Włosy w trakcie koloryzacji: mieszanka przybiera kolor fioletu. Nie należy wpadać w panikę ;)
Efekt po. Baaardzo zadowalający. Włosy zostały także przycięte. Zdjęcie robione w warunkach podobnych do zdjęcia przed koloryzacją.

Opinia:
Otwieramy pudełko i tu minus dla Garniera. Niestety. Jak ktoś widział zagraniczne blogi to mógł zobaczyć ładny aplikator. Polkom firma pożałowała tego luksusu i my aplikatora nie uświadczymy. A szkoda, bo by się przydał. Na tym właściwie minusów koniec, chociaż muszę przyznać, że pozostawia to jakieś wewnętrzne niezadowolenie.
Co nas pozytywnie zaskakuje w opakowaniu? 3 rzeczy : duża ilość odżywki (wystarcza jej na 2 razy, przy włosach krótkich nawet na 3 użycia), czarne rękawiczki (tu ocena średnia, są lepsze niż np. w farbach Palette, jednak nie są tak wygodne jak te, które znajdziemy np. w farbach Loreal'a), instrukcja (w której - jak dla mnie - kolejność czynności i umieszczonych informacji jest idealna, dodatkowo instrukcja ciekawa graficznie i przejrzysta).
Do roboty! Mieszamy tubkę 1 i tubkę 2 do jednolitej konsystencji i czujemy, że brak nam aplikatora- SERIO! Konsystencja jak mleczka do ciała: nie ma dramatu, ale zdecydowanie aplikator ułatwiłby sprawę. Farba pachnie przyjemnie, rozprowadza się dobrze. Szybko ciemnieje do fioletu, więc jak pisałam pod zdjęciem, nie panikujcie. Nie piecze i nie podrażniła modelki, która jest alergikiem (pamiętajcie - ZAWSZE WYKONUJCIE PRÓBĘ UCZULENIOWĄ!!!!!). Po 30 minutach farbę zmywamy i kolejny plus dla Garniera - skóra głowy jest czyściutka - bez tarcia, bez szorowania, bez domywania płatkiem przy czole, na szyi, czy za uszami. Czyściutka. Sama woda wystarczy, aby ją zmyć.
Nakładamy na 3 minuty odżywkę i ponownie zmywamy wodą. Odżywka szału nie robi, myślę, że jest przeciętna, ale przyjemnie pachnie. Zawsze coś.
Efekty? Kolor widzicie. Włosy złapały równo mimo nierównego koloru wyjściowego. Ich stan - wydaje się, że w ogóle nie odczuły farby. Takie wrażenie mamy jeszcze przed nałożeniem odżywki. Bardzo się błyszczą. Zobaczymy jak z trwałością koloru - jak by było źle - będę posta edytować, ale mam nadzieję, że nie będzie takiej konieczności.

Podsumowanie: Mnie Garnier OLIA zachwyciła. Cena, którą widziałam to 19,99 w Rossmannie , a w Kauflandzie można (nie jestem pewna czy nadal ma taką cenę) ją kupić za 11,99.

Na użycie czekają jeszcze kolory 5.3 (trzymam dla innej rodzinnej modelki) i 8.13 którą kupiłam dla siebie po zobaczeniu tego posta . Postaram się znów zdać Wam fotorelację, ale musicie na nią trochę poczekać - farbowanie dopiero za tydzień lub dwa.
Pozdrawiam Was gorąco!
KłaczkowaUrodowa