poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Olia 5.0

O Olii chyba napisałam wszystko. Pozostaje tylko pokazać zdjęcia sprzed i po kolejnej osoby. Dzisiaj kolor 5.0 Brąz (Bałam się, że wyjdzie czarny - niepotrzebnie ;))
Farba 5.0 Brąz

Modelka przed farbowaniem


Modelka po farbowaniu

Pozdrawiam serdecznie modelkę i wszystkich czytelników! Buziaki kochani!

sobota, 6 lipca 2013

Gernier Olia 6.0 - czyli jak Alithia uzyskała wymarzony jasny brąz

Kochane!
Zgodnie z obietnicą dzisiaj druga fotorelacja z akcji farbowanie ;) . Alithia była u mnie i ona farbowała mnie, a ja ją. Moje efekty już widziałyście. Czas na jej kolorki. Ale najpierw słowem wprowadzenia.
Alithia od bardzo dawna szukała swojego koloru. Wiedziała dokładnie co chce uzyskać, jednak farby nie dawały TEGO wymarzonego koloru. Co gorsza bała się farb w tonacji 6 lub wyższej, bo jej włosy lubią wychodzić ciemno, wręcz czarno. Zachęcona opiniami na blogach i moimi doświadczeniami z Garnier Olia zdecydowała się zaryzykować. I nie pożałowała. Fotorelacja krótka i opis także. Widać, to po co się rozpisywać?
 Opakowanie:
Włosy przed :

Pierwsze zdjęcie oddaje rzeczywisty kolor włosów, na drugim słońce odegrało swoją rolę. Widać jednak, że włosy są dość jasne (poprzednia farba wymyła się), miały rudawy odcień. Niestety w rzeczywistości włosy były bardziej matowe niż na zdjęciach.
Włosy po




 Różnica duża. Kolor wyszedł bardzo zbliżony do tego na opakowaniu, a nawet ładniej. Ma piękny połysk. Modelka bardzo zadowolona, uzyskała kolor który od dawna jej się marzył.


P.S.
Na blogu pojawi się jeszcze odcień 5.3, który czeka cierpliwie w szafce na moją mamę. Zaznaczam, że Garnier , ani nikt inny, nie sponsoruje tych postów. Powstały one w skutek ciekawości nowego produktu na rynku (jak większość kobiet lubię zmieniać kolor włosów a co za tym idzie sporo farb przetestowałam i zawsze interesują mnie nowinki), farba mnie zachwyciła i  dlatego poleciłam im kobietom wokół mnie. Efekty uwieczniłam na zdjęciach aby Wam było potem łatwiej stwierdzić czy taki odcień końcowy i efekt Wam odpowiada. Sama często zanim zastosuję farbę szukam relacji w sieci i często one decydują o tym czy zdecyduję się na dany produkt czy kolor.

piątek, 5 lipca 2013

Garnier OLIA 8.13 Piaskowy blond, czyli rozjaśniłam się na lato

Kochani!
W nawiązaniu do posta http://klaczkowaurodowa.blogspot.com/2013/06/garnier-olia-643-miodowa-miedz.html dzisiaj kolejna, obiecana,  relacja z farbowaniem garnier OLIA. Modelką i testerką byłam dzisiaj ja, a farbę nakładała Alithia vel Bodzia.  (która z notatkami się opuszcza, ale trzeba jej wybaczyć - wiosnę ma w sercu, więc sami rozumiecie). Jutro prawdopodobnie pojawi się u mnie post z włosami Alithii, kolor 6.0.
O Ganier Olia podstawowe informacje macie z poprzedniego posta z Olią. Dzisiaj skupię się na fotorelacji i kilku słowach komentarza. Dodam, że na farbę i kolor zdecydowałam się po przeczytaniu tego posta
http://myclassicmodernlife.blogspot.com/2013/06/garnier-olia-813-piaskowy-blond.html
Jak się skończyła ta mała przygoda? Czytajcie dalej.
Opakowanie :




Włosy przed :

Kolor lekko zażółcony przez słońce. Opis koloru : złoty blond, lekko wpadający w miedź, odrost średni blond. Włosy farbowane były wcześniej farbą Garnier Color Sensation 7 Delikatnie Opalizujący Blond ponad 2 miesiące wcześniej.  Kolor wyszedł dużo bardziej rudy niż u modelki na opakowaniu. Pragnęłam czegoś chłodniejszego. I dlatego kupiłam Olię.
Włosy po Garnier Olia 8.13:

Efekt? Moim zdaniem różnica jest spektakularna! Kocham ten kolor! Chłodny blond, ale nie siwy. Stopień zniszczenia włosów po koloryzacji ; niewielki. Rozjaśnienie odrostu : zadowalające (a właściwie pozostaje w szoku - widać nie jest mi potrzebna farba z amoniakiem, ani rozjaśniacz- HURA!). Kolor mimo różnych odcieni na włosach wyjściowych wyszedł całkiem równo. Nie jest tak że wszędzie jest idealnie taki sam, jednak różnice nie są zbytnio widoczne. Zadowolenie w 100%.
Wnioski:
Garnier Olia zostanie ze mną na dłużej. Oceniam ją jako najlepszą farbę dostępną w tej chwili na rynku (a farbowałam już także farbami profesjonalnymi). Zdecydowanie polecam! 

czwartek, 4 lipca 2013

Kapsułki ARIEL - czyli nowa kampania streetcom

Kochani!
W poniedziałek dotarła do mnie paczuszka ze streetcom'u. Jestem ich ekspertką, czyli, jak już pisałam dostaję co jakiś czas produkty do testowania. Więcej o streetcom i ich ekspertach znajdziecie na stronie http://www.streetcom.pl/ Tym razem zawitały do mnie nowe kapsułki piorące Ariel. Wrażenia? Piękny zapach i łatwość użycia - to dwa stwierdzenia, które nasuwają mi się na myśl w pierwszej chwili. Poniżej kilka zdjęć i krótki opis wrażeń po pierwszym praniu.




Opakowanie:
Zdecydowanie na plus. 15 kapsułek to opakowanie, które nie zajmie dużo miejsca w łazience. Plusem jest jego podłużny kształt.


Kapsułki
28 ml skoncentrowanego środka piorącego. 1 kapsułka = 1 pranie. Kapsułki są miękkie i, tak - naprawdę , całkowicie rozpuszczają się w praniu. Zapach jest przyjemny, odurzająco świeży.



Wrażania po pierwszym użyciu:
Użycie banalnie proste. Siup kapsułka do pustego bębna, na  to pranie, nastawiamy pralkę i GO! Idzie! Wyciągamy pranko, jest czyste (chociaż nie miewam "uporczywych plam", więc nie wiem jak do końca z tym odplamianiem) i w łazience pachnie bardzo świeżo.

Czy  mi się spodobały?
Jak najbardziej tak. To też dobre rozwiązanie dla tych, którzy mają problem gdzie wlać płyn czy wsypać proszek. Czy kupię? Jeszcze będę testować, zależy też to od ceny. Nie ukrywam, że jeśli będę zadowolona z produktu to będę skłonna zapłacić trochę więcej za pranie więc możliwe, że tak.

wtorek, 25 czerwca 2013

Garnier OLIA 6.43 Miodowa Miedź

Kochane!
Przepraszam za tak długą nieobecność. Nadal o Was myślę i testuję, jedynie czasu na napisanie posta brak - to się jednak zmieni- obiecuję ;). U mnie największą zmianą było ścięcie włosów. Odciełam to co zniszczyło mi ombre.... Ale o tym kiedy indziej. Dzisiaj za zgodą mojej modelki pokazuję zdjęcia z i efekty po farbowaniu nową farbą na naszym rynku. Dla modelki wybrałam odcień 6.43 Miodowa Miedź, gdyż chciała odmiany w stronę rudości. W skrócie : OLIA mnie zachwyciła! Ale na początek fotorelacja, a później opinia.

Popatrzmy:

Opakowanie i kolor. W opakowaniu znajdziemy: tubkę z kolorem, aktywator, odżywkę, instrukcję i naprawdę uczciwie wykonane rękawiczki, które są CZARNE.
Fragment instrukcji : Wielki plus za napisanie "suche, nieumyte włosy" wyraźnie i na początku. Zawsze szukam i mam problemy z odnalezieniem tej informacji
Włosy przed : Wymyta do jasnego lekko rudego brązu farba Palette Deluxe 754 Czarujący brąz, spory odrost w kolorze średniego brązu, pojedyncze siwe włosy. Zdjęcie rozmazane, gdyż robione bez lampy w słońcu, aby lepiej oddać kolory.
Włosy w trakcie koloryzacji: mieszanka przybiera kolor fioletu. Nie należy wpadać w panikę ;)
Efekt po. Baaardzo zadowalający. Włosy zostały także przycięte. Zdjęcie robione w warunkach podobnych do zdjęcia przed koloryzacją.

Opinia:
Otwieramy pudełko i tu minus dla Garniera. Niestety. Jak ktoś widział zagraniczne blogi to mógł zobaczyć ładny aplikator. Polkom firma pożałowała tego luksusu i my aplikatora nie uświadczymy. A szkoda, bo by się przydał. Na tym właściwie minusów koniec, chociaż muszę przyznać, że pozostawia to jakieś wewnętrzne niezadowolenie.
Co nas pozytywnie zaskakuje w opakowaniu? 3 rzeczy : duża ilość odżywki (wystarcza jej na 2 razy, przy włosach krótkich nawet na 3 użycia), czarne rękawiczki (tu ocena średnia, są lepsze niż np. w farbach Palette, jednak nie są tak wygodne jak te, które znajdziemy np. w farbach Loreal'a), instrukcja (w której - jak dla mnie - kolejność czynności i umieszczonych informacji jest idealna, dodatkowo instrukcja ciekawa graficznie i przejrzysta).
Do roboty! Mieszamy tubkę 1 i tubkę 2 do jednolitej konsystencji i czujemy, że brak nam aplikatora- SERIO! Konsystencja jak mleczka do ciała: nie ma dramatu, ale zdecydowanie aplikator ułatwiłby sprawę. Farba pachnie przyjemnie, rozprowadza się dobrze. Szybko ciemnieje do fioletu, więc jak pisałam pod zdjęciem, nie panikujcie. Nie piecze i nie podrażniła modelki, która jest alergikiem (pamiętajcie - ZAWSZE WYKONUJCIE PRÓBĘ UCZULENIOWĄ!!!!!). Po 30 minutach farbę zmywamy i kolejny plus dla Garniera - skóra głowy jest czyściutka - bez tarcia, bez szorowania, bez domywania płatkiem przy czole, na szyi, czy za uszami. Czyściutka. Sama woda wystarczy, aby ją zmyć.
Nakładamy na 3 minuty odżywkę i ponownie zmywamy wodą. Odżywka szału nie robi, myślę, że jest przeciętna, ale przyjemnie pachnie. Zawsze coś.
Efekty? Kolor widzicie. Włosy złapały równo mimo nierównego koloru wyjściowego. Ich stan - wydaje się, że w ogóle nie odczuły farby. Takie wrażenie mamy jeszcze przed nałożeniem odżywki. Bardzo się błyszczą. Zobaczymy jak z trwałością koloru - jak by było źle - będę posta edytować, ale mam nadzieję, że nie będzie takiej konieczności.

Podsumowanie: Mnie Garnier OLIA zachwyciła. Cena, którą widziałam to 19,99 w Rossmannie , a w Kauflandzie można (nie jestem pewna czy nadal ma taką cenę) ją kupić za 11,99.

Na użycie czekają jeszcze kolory 5.3 (trzymam dla innej rodzinnej modelki) i 8.13 którą kupiłam dla siebie po zobaczeniu tego posta . Postaram się znów zdać Wam fotorelację, ale musicie na nią trochę poczekać - farbowanie dopiero za tydzień lub dwa.
Pozdrawiam Was gorąco!
KłaczkowaUrodowa


 







czwartek, 23 maja 2013

Rossmann na wiosnę , znów -40%

Kochane, szybki post informacyjny.
Od dzisiaj w Rossmannie promocja -40% na kolorówkę i kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Okazja, aby uzupełnić makijażowe czy kremowe braki i nie zbankrutować. Albo zakupić prezent lub dodatek do prezentu dla mamy.

 
Pozdrowienia i całusy.
KłaczkowaUrodowa.

wtorek, 21 maja 2013

Wiosna wiosna! Ach to ty! Część II - ciało - peeling

Dzisiaj kilka zabiegów na ciało, które pozwolą Wam odczuć nadejście wiosny! A co najważniejsze: poczuć się wiosennie. Zabiegów proponuję kilka, można dobierać w zależności od potrzeb skóry i upodobań. Jeśli znajdziecie kosmetyki i procedury, które są dla Was nowe - pamiętajcie o teście uczuleniowym. To ważne, aby przypadkiem zamiast sobie pomagać - sobie nie zaszkodzić.
To do roboty!

KROK 1 : Peeling

Peeling oczyści skórę naszego ciała ze starego, martwego naskórka. Naskórek ten nie tylko powoduje, że skóra wygląda "nieświeżo", ale przede wszystkim blokuje dostęp drogocennym składnikom do wnętrza naszej skóry. Skóra po pellingu ma możliwość większego skorzystania z kolejnych zabiegów. Peeling oczywiście najlepiej wykonywać regularnie, uważam, że najlepiej raz w tygodniu. Dziś skupiam się na ciele, jeśli chodzi o peeling twarzy, to już o tym pisałam w notatce o peelingu kawitacyjnym w domu oraz w notatce o peelingach ogólnie. Natomiast o peelingu skóry głowy pisała Anwen i chętnych odsyłam do jej notatki na blogu.

Jak przygotować się do peelingu? Peeling najwygodniej robić pod prysznicem, względnie w wannie. Możemy skorzystać z gotowych peelingów dostępnych w drogeriach ( np.Dax Cosmetics, peeling cukrowy lub Avon Tajski Kwiat Lotosu ), przygotować z półproduktów (polecam Korund) lub, i tą opcję lubię najbardziej z uwagi na jej ekonomiczność i pewność produktów, których użyję, przygotować peeling samodzielnie w domu. Kilka receptur było w jednej z notatek, więc dzisiaj tylko na szybko przypominam przepis na mój ulubiony peeling:
 Składniki peelingu przed zmieszaniem

fusy po  z ekspressu (3-4  łyżki)
cukier (2 łyżki)
sól (2 łyżki)
cynamon (2 łyżki)
żel do mycia ciała (łyżka do dwóch, ja stosuję mój ulubiony - Babydream fur mama)

Peeling po zmieszaniu, przed dodaniem Babydream fur mama

Wszystko mieszamy w miseczce i udajemy się pod prysznic. Tak nakładamy peeling na ciało i wykonujemy masaż (ręką, gąbką czy myjką - jak kto woli). Po kilkuminutowym masażu spłukujemy dokładnie wodą. I już - Gotowe! Po zastosowaniu peelingu z powyższego przepisu skóra jest gładka i nawilżona.
A co dalej można zrobić aby przygotować się na wiosnę - o tym wkrótce!
Przesyłam Wam wiosenne całusy i do kolejnego posta!

wtorek, 14 maja 2013

Wiosna wiosna! Ach to ty!

Zgodnie z notatką na blogu AlinyRose zachęcam do ćwiczeń i zadbania o siebie z okazji odradzania się przyrody. Dziś porcyjka linków do you tube z ćwiczeniami wszelakimi, w kolejnym poście zabiegi na ciało ;)
Zachęcam do oglądania i do ćwiczeń oczywiście!

Pierwsza część treningu z Ewą Chodakowską - totalna inspiracja. Jak komuś przypadnie do gustu to na kanale Ewy są inne treningi.
Polecam także kanał BeFit
Na przykład taki workout 10 minutowy

Oczywiście znajdziecie także całą masę treningów na youtube. Wystarczy szukać słów "workout" czy np. "ABS". Rozruszajmy się na wiosnę! Co wy na to?

poniedziałek, 6 maja 2013

Rosyjskie kosmetyki - część pierwsza

Kochane!
Dzisiejszy post nawiązuje do szalejącego po blogosferze trendu na kosmetyki z Rosji. Oczywiście nie mogłam pozwolić, aby i mnie ominął i ... nie żałuję ;)
Post jak widzicie jest z tytułem "część pierwsza", ponieważ wierzę że pojawi się kolejna część po kolejnych zakupach, ale do tematu:  Wszystkie kosmetyki kupiłam  w sklepie internetowym. Po wpisaniu w google kosmetyki rosyjskie sklep, mamy kilka opcji wyboru. Ja zdecydowałam się na kokardi.pl, gdyż tam w danym momencie wszytskie interesujące mnie kosmetyki były dostępne i były najtańsze.

Przedstawiam bohaterów odcinka :


Numer ! : Love2Mix Organic Maska regenrująca z organicznym avocado i mango z efektem laminowania
Fajna i dobra maska, jednak dla mnie bez efektu WOW. Jedna z wielu, no może odróżnia się wspaniałym owocowym zapachem.

Opakowanie:
Szalenie poręczne i eleganckie. Sprawia, że maska idealnie nadaje się na prezent. Korek wygodny z otworkiem dopasowanym do konsystencji maski. Opakowanie miękkie, dzięki czemu nie mamy problemu z wydobyciem produktu.

Pojemność i cena: 
200ml, 25,90 zł

Skład:
Certyfikowane organiczne składniki, nie zawiera parabenów. Bardzo dobry skład.

Działanie:
Maskę po ok 15 minutach zmywam. Efekt ? Włosy miękkie, wspaniale wygładzone, jednak sprawiają drobne problemy przy rozczesywaniu. Pięknie się błyszczą. Niestety zauważyłam szybsze przetłuszczenie - wniosek : nie nakładać przy samym skalpie.

Podsumowanie: 
Maska ma gęstą konsystencję, jest wydajna. Pachnie uwodzicielsko tropikami i sprawia niesamowitą frajdę tym zapachem. Efekty zadowalające, jednak spodziewała się czegoś więcej. Nie zauważyłam efektu laminowania - stąd moje rozczarowanie. Zdecydowanie będzie wśród grupy masek, które oceniam jako "dobre ponad przeciętną", jednak nie uważam, aby była wybitna. Zapach natomiast spowodował u mnie niesamowitą ochotę na szampon z tej serii. Albo na maskę z chilli i pomarańczą.


Numer 2: Maska drożdżowa Babuszki Agafi
Maska pachnie ......oj oj oj ! Jak pyszne, świeżo pieczone maślane ciasteczka z cukrem! Cudownie ,ale po kolei

Opakowanie:
Zakręcane pudełko, standardowe. Ma także przekładkę, która bardzo mi przypadła do gustu : zabezpiecza maskę przed rozlaniem. Swojska kolorystyka - mi się bardzo podoba .

Pojemność i cena :
300 ml , 15 zł

Skład: 
 O składach tych kosmetyków wiele pisać nie trzeba : są bardzo dobre!  Bogate w naturalne składniki i wolne od parabenów  i PEG.

Działanie:
Czyli rzecz najważniejsza. Ja maskę nakładam po szamponie oczyszczającym z SLS i odciśnięciu włosów w ręcznik. Trzymam około 15 minut. Zmywam ciepła wodą. Włosy są mięciutkie i lśniące. Sypkie, ale nie spuszone. Cudowne!

Drobne ALE:
Maska ma lejaca konsystencje, nie ma co liczyć, że będzie wydajna. Z drugiej strony cena także nie jest wygórowana. Zapach także nie utrzymuje się na włosach.

Podsumowanie:
Zachęciła mnie wystarczająco, aby przy kolejnej okazji spróbować jej sióstr: maski jajecznej i maski łopianowej.

Numer 3: Apteczka Agafi Aktywne serum ziołowe na porost włosów
Z agafią zaprzyjaźnię się na dłużej - jestem tego pewna, a serum.... znajdzie się na liscie moich HITÓW i ODKRYĆ.

Opakowanie:
Wygodna buteleczka z atomizerem. Dobrze lezy w ręce, a co ważniejsze : wygodnie się używa - atomizer jest porządny.

Pojemność i cena :
150 ml, 14,90 zł

Skład:
zioła, zioła i jeszcze raz zioła! Szał! Skład wspaniały i zachwycający. Nic dodać nic ująć.

Działanie:
Dla mnie sam zapach (mocno ziołowy z domieszką papryczki) jest cudowny. Psikamy możliwie na sam skalp! Efekty? :Po kilkakrotnym zastosowaniu nastąpiła poprawa stanu skalpu, wydaje się odżywiony. Zaraz po naniesieniu preparatu skóra lekko się ogrzewa , jedna u mnie uczucie to szybko mija (około 5 minut). Wydaje mi się także że faktycznie przyspieszył porost, ale to będę mogła stwierdzić dopiero za 2 - 3 tygodnie. Zatem sprawa pozostaje na razie otwarta.Ograniczył wypadanie włosów w sposób zauważalny. Nie wpłynął na przetłuszczanie się włosów.

Podsumowanie:
Uwielbiam zapach i łatwość stosowania. Ciekawa jestem czy faktycznie przyspieszy porost (na pewno dam Wam znać ;)). Kupię kolejny ;)( A opakowanie pozostawię do innych celów, zawsze tak robię z tymi z dobrymi atomizerami ;)

wtorek, 23 kwietnia 2013

Tusze do rzęs

Kochane ! Dzisiaj kilka słów o tuszach do rzęs, które posiadam w kolekcji.
A kolekcja prezentuje się następująco :
Od lewej : 1 - Avon Super Extend 2- Lovely Curling Pump Up 3- Avon Infinitize 4- Maybelline Colossal Volume 5- Wibo False Lash

Kolejność tuszy nie jest na zdjęciu przypadkowa. Ustawiłam je od tego, który uważam za najlepszy do tego, który okazał się niewypałem. ale po kolei:

Avon Super Extend Mascara
Tuszowy the best. Zakochałam się w nim, gdy tylko pierwszy raz umalowałam nim rzęsy. Pięknie wydłuża i odrobinę podkręca i pogrubia. Producent mówił o mikrowłóknach i może coś w tym jest. Co bardzo sobie cenię : mimo, że nie jest wodoodporny nie rozmazuje się i nie odbija. Możemy nim także stopniować moc makijażu rzęs nakładając kolejne warstwy. Sprawdza się i przy makijażu dziennym i wieczorowym. Cena katalogowa to 36 zł, jednak regularnie pojawia się kilka razy w promocji już za 19,99.

Lovely Curling Pump Up
Bardzo dobry tusz, ale tylko do makijażu dziennego. Nie da się nałożyć kilka warstw bo natychmiast się sklejają. Zdarza mu się rozmazać.A jego plusy? Ładna czerń, delikatne wydłużenie i cena. Regularnie kosztuje około 9 zł. Jeśli ktoś zatem szuka tuszu na co dzień to strzał w dziesiątkę. Niestety nie nadaje się na wieczorowe wyjścia.

Avon Infinitize
Najnowszy tusz Avonu. Myślałam, że jeszcze ulepszyli Super Extend, ale myliłam się ;(. Szczoteczka w moim odczuciu zbyt duża, kobiety które zaczynają przygodę z makijażem dosłownie mogą sobie ją wsadzić do oka. Niełatwo się też nim pomalować nie brudząc szczoteczką powiek w żadnym miejscu (szczoteczka jak widać na zdjęciu w jednych miejscach jest węższa w innych szersza), co w efekcie powoduje że trzeba poprawiać cały makijaż oka. Szczoteczka zatem przekreśla ten tusz. Produkt ma głęboki czarny kolor i ładnie trzyma się na rzęsach, ale co z tego skoro trzeba się nagimnastykować, aby go nałożyć? Gdyby nie było Super Extend ten tusz miałby spore szanse. Albo z inną szczoteczką. A tak? Co najwyżej przeciętniak. Cena : w promocji kupiłam za 16,99 zł

Maybelline Colossal Volume
Lubię mieć w kosmetyczce tusz pogrubiający. I jak mam potrzebę na taki tusz to właśnie sięgam po Colossal Volume. Jednak w makijażu codziennym zależy mi bardziej na wydłużeniu rzęs. Ten tusz tego niestety nie robi. Za to jeśli ktoś chce je pogrubić - proszę bardzo ;). Niestety najmniejsza kropelka wody i się rozmazuje. Nie spływa, ale jednak rozmazuje robiąc ze mnie misia pandę. A kupiłam wersję wodoodporną! Cena  zł , w promocji około 26 zł.

Wibo Falsh Lash
Jedyny plus tego tuszu to kolor. Ma najgłębszą i najładniejszą czerń ze wszystkich na zdjęciu. I .... tyle.  Tusz skleja rzęsy, zostawia grudki,  średnio pogrubia i wydłuża i do tego się rozmazuje. Szczoteczka za gęsta - aż utrudnia naniesienie produktu na rzęsy. Jak dla mnie - fiasko niewarte nawet tych kilku złotych. Ceny niestety dokładnie nie pamiętam ,ale zblizona była do tuszu Lovely.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Zapachy Essence

Notka dzisiaj krótka, bo o zapachach nie da się pisać - trzeba je "wywąchać". A essence ostatnio podbiło moje serce ;)





Gdzie kupiłam i za ile?

W promocji w Drogerii Natura, za 9,99 za opakowanie 10 ml.

Co mi się spodobało?
Fajny pomysł : Do wyboru pełnowymiarowy zapach 50 ml, lub mniejsze opakowanie do torebki - 10ml. ale uwaga : porządny atomizer w mniejszym opakowaniu, a nie jakaś miniaturka.

Jakie zapachy kupiłam?
Zachwycił mnie "like a walk in the summer rain" i to był mój pierwszy zapach z kolekcji. Koledze w pracy spodobał się tak bardzo, że kupiłam mu 10 ml opakowanie dla żony ;). Jak go opisać? Cóż... nazwa opisuje go idealnie! Jest świezy i pobudzający do życia. Ma w sobie pozytywną energię.

Drugim zapachem w mojej torebce został "like a first day in spring".  Zapach owocowy i kwiatowy. Świeży. Wiosenny. Taki lekki i sympatyczny.

Trwałość obu zapachów nie zachwyca, ale jest przyzwoita. Oczywiście nie ma co ich porównywać do trwałości "markowych zapachów", ale także cena jest nieporównywalna. Moim zdaniem świetne zapachy na lato. Polecam. Ja planuję jeszcze zakupić "like a walk in the summer rain" w wersji 50ml, oraz 10 ml "like a trip to NY".

piątek, 19 kwietnia 2013

w poszukiwaniu zastepcy catrice absolute moisture 020 caramel beige

Witajcie.
Czy macie czasami tak, że jakiś produkt Was oczaruje i skradnie Wasze serce? Tak było gdy kupiłam niepozorną pomadkę z firmy Catrice: absolute moisture 020. Przepadłam. nie byłam nigdy fanką szminek, jednak ta mnie przekonała. Była nierozłączną przyjaciółką i mieszkanką torebki. Niestety firma przestała produkować te pomadki, wprowadzając zamienne linie i kolory. Mojej kochanej nie można już nigdzie kupić. Tęsknota doskwiera zaczęłam więc poszukiwania zastępczyni.
Moje wymagania:
wymaganie pierwsze i najtrudniejsze do spełnienia : kolor! Delikatny pomiędzy brązem a beżem, karmelkowy ;) I co kluczowe: bez drobinek i metalicznego czy perłowego połysku.
nawilżająca przyjemna konsystencja
cena do 30 złotych choć to ostanie kryterium jestem w stanie nagiąć

Na zdjęciu : 1 - Catrice absolute moisture 020, 2 - Catrice Catrice Ultimate Colour 020, 
3 - Wibo Eliksir no5, 4 - Avon Cappuccino
 
Kandydatka numer 1 : Catrice Ultimate Colour 020 Maroon
konsystencja na ustach podobna do absolute moisture, jednak pomadka zdecydowanie mniej "kremista". Kolor podobny, ale nie identyczny, niestety. Ciemniejszy i bardziej wpadający w czerwień. Nie jest krzykliwy, ale jednak to nie to. Poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń. Opakowanie eleganckie, budzi zaufanie. Cena ok 17 zł.

Kandydatka numer 2 : Wibo Eliksir No5
Moje usta ja pokochały na wspaniałe nawilżenie. Nadała im niesamowitą miękkość i.... tyle. Koloru na moich ustach prawie nie ma. Zapach przyjemny. Opakowanie.... woła o pomstę. Fatalne. Plastik jakości wątpliwej, do tego koloru nijakiego. Jedyną ozdobą opakowania jest ładny napis "Eliksir". Cena około 9 zł . Właściwie szminka na plus, cena rekompensuje opakowanie. Szkoda że mały wybór kolorystyczny - muszę na testerze zobaczyć jak prezentuje się kolor 02.

Kandydatka numer 3 : Avon Ultra Color Rich Cappuccino
Pomadka kremista, ale niestety nie nawilża. Nie podkreśla suchych skórek, ale po jej nałożeniu nie odczuwam komfortu na ustach. W odczuciu tym wypada najgorzej z kondydatek. Kolorek ładny neutralny,ale ma metaliczny połysk, a to nie to czego szukam. Opakowanie solidne, ale bez rewelacji. Cena regularna 26 zł, w promocji można kupić dużo taniej.

niestety nie mogę znaleźć idealnego zastępcy dla wycofanej caramel beige. Na chwilę obecną stosuję rozwiązanie "mieszane" mieszam pędzelkiem obie powyższe pomadki i efekt kolorystyczny jest dość zbliżony do ideału.
Jeśli któraś znalazła zastępcę dla wycofanego koloru Catrice - proszę o informacje.

P.S.
Od roku obserwuję dziwną tendencję wycofywania z rynku naprawdę dobrych produktów : czy też to zauważyłyście?

Pozdrawiam,
Wasza Kłaczkowa Urodowa

czwartek, 18 kwietnia 2013

Ostatnie zakupy z CATRICE

Powoli ponownie przkonuję się do marki CATRICE (po tym jak złamała mi serce wycofując moją POMADKĘ IDEALNĄ - o poszukiwaniach zastępczyni kolejny post). Ostatnio zakupiłam dwa produkty z których jestem zadowolona. I pomadkę w ramach poszukiwań ideału. A wy jak oceniacie kosmetyki tej marki?


Trwały cień do powiek MADE TO STAY
Jedyną wadą cienia jest jego metaliczność, gdyż nie jestem fanką metalicznych cieni. Tego jednak używam na sam środek górnej powieki jako wykończenia makijażu. Cień jest naprawdę trwały. Po 10 godzinach nie widać różnicy. Nie roluje się nie spływa, nie rozmazuje. Szkoda tylko, że producent nieprzewidział mniej metalicznych opcji, które nadawałyby się na dzień.. Koszt ok. 15 zł za 5g opakowanie. Wydajność duża.Posiadam kolor 040 czyli lord of the blings.(Niestety koloru nie udało mi się uchwycić na zdjęciu, ale po wpisaniu nazwy w google z pewnością go znajdziecie)

Eyeliner we Flamastrze
Super sposób dla osób, którym nie wychodzi kreska lub dla początkujących "eyelinerowiczek". Trzyma się w porządku, ale nie jest wodoodporny. Łatwo się aplikuje, szybko zasycha na powiece. Trudno go zmyć, chociaż płyn micelarny z Kauflanda daje radę ;) . Cena ok 12 zł. Jak dla mnie prawie ideał.

czwartek, 11 kwietnia 2013

CUDA Z NATURY CZĘŚĆ VI : Oliwa z oliwek

Dawno nie było posta z cyklu "cuda z natury". Dzisiejsza bohaterka oliwa z oliwek, gości w prawie każdym domu i ma wiele zastosowań. Zapraszam do lektury.

Jakie właściwości ma oliwa z oliwek?
Przeciętny skład oliwy z oliwek to :
kwas oleinowy, kwas linolowy, nasycone kwasy tłuszczowe, kwas palmitynowy, kwas linolenowy, kwas stearynowy, witamina E.
Oliwka ma właściwości nawilżające, rozgrzewające, przeciwzmarszczkowe, regeneracyjne oraz poprawiające ukrwienie. Naszym włosom nada miękkość, odżywi je i sprawi, że będą bardzo błyszczące.

Jaką oliwę kupić?
Bardzo ważne, aby oliwa, której użyjemy była dobra gatunkowo. Polecam oliwę typu Extra Virgin, gdyż ta jest najbardziej wartościowa (ma także najlepszy smak - przecież oliwę też jemy, a nie tylko stosujemy jako maziadło ;D ).

Jak stosować?
Oliwę można oczywiście stosować na ciało, twarz i włosy bezpośrenio. Jednak w moim przypadku najlepiej sprawdza się w następujących mieszankach:

Ciało:
jako baza peelingu : Do oliwy dodajemy drobnoziarnistą sól, cukier ,lub kawę. Masujemy taką mieszanką nasze ciało;) . Jeśli o oliwy dodamy sól gruboziarnistą otrzymamy fantastyczny peeling do stóp.

Twarz:
W najprostszy sposób możemy dodać kroplę oliwy do porcji kremu, którą smarujemy twarz. Oliwę można także wykorzystać jako preparat do demakijażu. Możemy też pokusić się o jedną z poniższych maseczek:
1. pół łyżeczki oliwy z oliwek, łyżeczka miodu, dwie łyżki kefiru (może być śmietana lub jogurt naturalny). Wszystko mieszamy, nakładamy na buzię, zmywamy po ok. 30 minutach. Maseczka odżywia i nawilża.
2. 2 łyżki oliwy z oliwek, łyżka kefiru, łyżka spiruliny - nakładamy na buzię i zmywamy po ok. 30 minutach. Maseczka uspokaja i wycisza skórę trądzikową.

Włosy:
Do olejowania jak każdy inny olej. Możemy także zrobić sobie kompres : 1/4 szklanki oliwy do tego pół świeżo wyciśniętej cytryny. Możemy dodać także żółtko. Taką mieszankę podgrzewamy lekko i nakładamy na włosy (najlepiej gdy włosy są lekko wilgotne). Po kwadransie włosy myjemy delikatnym szamponem. Po takiej kuracji włosy są niesamowicie błyszczące.

Dłonie:
Kompres z ciepłej oliwy nawilży spierzchnięte i przesuszone dłonie. Można także stosować kąpiel : pół szklanki oliwy podgrzewamy z połową soku z cytryny. Dłonie moczymy, aż kąpiel ostygnie. Kąpiel polecam z dodatkiem cytryny polecam szczególnie osobom, które chcą wybielić swoje paznokcie. Delikatnie też można rozjaśnić dłonie, jednak tu nie spodziewałabym się spektakularnego efektu.

Oczywiście polecam także oliwę spożywać.
Moją ulubioną metodą na to jest "zmodyfikowana sałatka grecka":

  • sałata lodowa lub mix sałat (np. z Biedronki)
  • dwa ogórki zielone lub 4 gruntowe
  • dwa duże pomidory lub opakowanie 500g pomidorków małych (np. cherry)
  • pęczek rzodkiewki
  • ser kanapkowo-sałatkowy Favita 12% (żółty)
  • szczypiorek (tylko jeśli jest świeżutki, jeśli nie - pomijamy)
  • 3-4 cebule dymki (lub 2 cebule żółte)
  • puszka kukurydzy (polecam słodką np. Bonduelle)
  •  oliwa z oliwek
  • 2 ząbki czosnku 
  • łyżeczka bazylii (najlepsza oczywiście świeża, ale może być suszona)
  • sól, pieprz do smaku

Sałatę myjemy i dzielimy na kawałeczki. Ogórki kroimy na pół wzdłuż i łyżeczką usuwamy miąższ (aby sałatka nie tonęła potem w wodzie). Połówki kroimy na półokręgi o grubości około pół cm. Pomidory obieramy i kroimy w ósemki (małe pomidorki na połówki), rzodkiewki kroimy w ósemki, cebulę w cienkie pół-plastry, ser Favita w kostkę. Wszystko delikatnie mieszamy i dodajemy kukurydzę. Jeśli mamy dodajemy drobno posiekany szczypior. Szykujemy sos : Do 3 łyżek oliwy dodajemy łyżeczkę bazylii i zgniecione ząbki czosnku. Doprawiamy około ćwierć łyżeczki pieprzu. Polewamy naszą sałatkę. W razie potrzeby można dosolić czy inaczej doprawić, jednak uważajcie z solą, bo ser Favita jest już słony. Smacznego!

środa, 27 marca 2013

comfy, comfy... czyli o specjalnych podkładkach pod ramiączka

Sieć sklepów z bielizną Change powoli się rozrasta. są już dwa sklepy w Łodzi.

Czemu tak lubię Change?

Change to sklep z bielizną w godnej uwadze rozmiarówce. Do tego mamy wybór w kolorystyce i wzornictwie oraz kroju, w cenach, które nie są zabójcze (jak w przypadku marek takich jak np.Freya). Do tego przemiłe panie, które wymierzą doradzą chętnie pomogą i są bardzo cierpliwe. Ja zwykle zanim coś kupię to przymierzam około 14 biustonoszy lub więcej.

Moje ostatnie odkrycie
Robiąc zakupy zauważyłam przy kasie akcesoria do biustonoszy i musiałam się skusić na podkładki pod ramiączka. Drażnią mnie ramiączka w niektórych stanikach - przy większych miskach producenci nadal robią w danym modelu cienkie ramiączka, które "wżynają się w ciało" lub są co najmniej niewygodne. Dodatkowo wiadomo, ze kobieta nie lalka i się rusza, a wtedy jeśli ramiączko nie jest wystarczająco ciasno dopasowane - będzie się zsuwać. Na obie bolączki pomogą comfy straps od change.



Wrażenia:
Comfy straps są przyjemne w dotyku i miękkie. Dopasowują się do ciała i nie przesuwają. Pod bluzką są niewidoczne. Utrzymują ramiączka w miejscu i zapobiegają ich "wżynaniu się" w ciało.

Wady:
W sezonie zimowym zupełnie nie przeszkadzają. Latem jednak skóra może się pod nimi spocić i w efekcie odparzyć. Zobaczymy jak to będzie. Do tego jeśli mamy bluzkę z szerokim wycięciem na ramionach comfy straps będą widoczne.


Dla kogo?
Myślę że to dobry pomysł dla kobiet z pełniejszym biustem, gdyż podnoszą codzienny komfort noszenia stanika i dźwigania ciężaru kobiecego biustu. Świetny do staników, które lubimy lub się nam podobają, ale boimy się nosić z uwagi na za cienkie ramiączka.Także dla kobiet o mniej krągłych kształtach, które nie chcą się pozbyć ukochanych staników, których ramiączka się zsuwają.

poniedziałek, 18 marca 2013

TAG - Liebster Blog Award

źródło zdjęcia : http://tsubaki92.blogspot.com/2013/03/tag-liebster-blog-award.html

Dziękuję bardzo Tsubaki Chan za nominację ;*. Tym bardziej, że to moja pierwsza ;)
Zasady :
odpowiadam na 11 pytań
nominuję kolejnych 11 osób (blogi muszą mieć mniej niż 200 osób obserwujących, więc niestety wpisałam tylko 6, ale za to są to blogi które mogę polecić )
wymyślam dla nich 11 pytań
informuje osoby o nominacji

Moje odpowiedzi:
1. Dlaczego założyłaś swojego bloga?
 Odkąd pamiętam interesowało mnie wiele rzeczy - jedną z nich zawsze były kosmetyki. Chciałam podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem.

2. Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk?
Zdecydowania Emulsja Babydream Fur Mama. Kocham go za jego wielozadaniowość i zapach.
3. Jakie jest Twoje hobby?
Dwa główne: uwielbiam czytać i testować kosmetyki.
4. Jaką książkę lub film polecasz?
To trudne pytanie. Chyba jednymi z moich ulubieńców, które mogę polecić to książka  "Malowany człowiek" i film "Kruk" z 1994 roku. Nie wiem ile razy go widziałam ;)

5. Ulubiona piosenka, a także styl muzyczny?
Nie mam ulubionej piosenki ani stylu. Wszystko zależy od tego co w ostatnim czasie wpadnie mi w ucho. Ostatnio ciągle słucham "Sail" Awolnation oraz "Man down" Rihanny, ale w wykonaniu zespołu Triggerfinger.

6. Gdybyś miała dużo pieniędzy co byś z nimi zrobiła?
Kupiłabym rodzicom dom letniskowy na Hawajach i prywatny samolot ;)
7. O czym najchętniej czytasz na innych blogach?
Na blogach zwykle szukam informacji o kosmetykach i sposobach stylizacji włosów a także makijażach.
8. Ulubiony cytat/ powiedzonko które często powtarzasz?
Nie podam, gdyż zawiera słowo "niecenzuralne" ;P
9. Ulubiona część garderoby?
Podstawą stroju kobiety jest dobry stanik. Ja też mam swój ulubiony.
10. Czego najbardziej nie lubisz?
Dwulicowości u ludzi.
11. Twoje największe, nierealne marzenie to...
podróż dookoła świata.

 Blogi, które nominuję:
 http://okiemidlonmi.blogspot.com/
http://black--feather.blogspot.com/
http://kosmetyczkamaggie.blogspot.com/
http://hedvigisokosmetykach.blogspot.com/
http://salomea94.blogspot.com/
http://www.soemi87.blogspot.com/


Moje pytania:
1. Czy do założenia własnego bloga zainspirował Cię inny blog? Jaki?
2. W których sklepach najczęściej kupujesz kosmetyki?
3. Jaki jest kosmetyk bez którego nie wyobrażasz sobie swojej pielęgnacji?
4. Jakie jest twoje największe kosmetyczne odkrycie?
5. Jaka jest twoja ulubiona książka?
6. Czy nosisz przy sobie przedmiot, który przynosi Ci szczęście?
7. Jaki byłby Twój naturalny kolor włosów gdybyś mogła go wybrać?
8. Czy malujesz się codziennie?
9. Jaki jest Twój ulubiony napój?
10. Czy masz ulubiony ciuch? Jeśli tak opisz go.
11.  Wolisz dostawać kwiaty cięte czy te w doniczce?





czwartek, 14 marca 2013

Alterra - Brzoza i Pomarańcza

Szybciutko informacja: udało mi się kupić w Ross mój ukochany olejek. W nowym opakowaniu, z pompką (za to plus), jednak drożej niż w starym opakowaniu (za to minus i to duży, bo cena wzrosła o jakieś 30 procent....). Nadal pozostaje to mój ukochany olejek do włosów i ciała więc jakoś muszę przeboleć tę podwyżkę. Zainteresowane mogą szukać w swoich Rossmannach ;)
Jak złapię aparat to zamieszczę fotkę. ;)

poniedziałek, 11 marca 2013

Blistex - zastępca carmexa w mojej kosmetyczce

Blistex zdobył moje serce od pierwszego użycia ;) Próbka trafiła do mnie i zachwyciła. Szukałam gdzie go kupić. Jak tylko zobaczyłam go w DN - musiałam go kupić.


Cena
Cena jak na maść do ust średnia : 11,99 lub 12,99 (nie pamiętam dokładnie). Jednak jest bardzo wydajny więc relatywnie nie wychodzi drogo.

Zastosowanie :
Producent poleca do suchych, spierzchniętych ust, pomocniczo w leczeniu opryszczki. Na tą ostatnią nie stosowałam, ale spierzchniętym zbolałym ustom przyniósł natychmiastową ulgę.Uśmierza ból i fantastycznie nawilża. Zapach : apteczny - dla mnie to nie problem, jednak nie każdemu się spodoba.

Rezultaty:
znacznie przyspieszył proces gojenia ust i je nawilżył. Stosowałam ok. 5 razy dziennie, po zagojeniu wszystkich ranek i pęknięć stosuję 2 razy dziennie. Wrażania podobne odrobinę do carmexa, jednak ten nigdy moich ust nie nawilżał i zdecydowanie nie nadawał się na zimę.

Wnioski:
Na pewno spróbuję jakiejś pomadki Blistex , gdy wykończę moją ukochaną Nivea. Ale balsamik Blistex intensive zamieszka w mojej kosmetyczce na stałe.

piątek, 15 lutego 2013

Peeling kawitacyjny w domu

Jakiś czas temu zakupiłam na allegro sprzęt do peelingu kawitacyjnego w domu. I miałam napisać notatkę. W końcu pojawia się dziś na blogu. Mam nadzieję, że dowiecie się wszystkiego co was interesowało. W razie pytań, sugestii, czy innych swobodnych myśli - proszę nie krępować się i pisać w komentarzach ;)

Co to jest peeling kawitacyjny?
Celem zabiegu , jak każdego peelingu, jest pozbycie się starego, martwego naskórka, dzięki czemu wszelkie substancje nakładane na skórę mogą intensywniej działać.Ten zabieg wykonuje zjawisko kawitacji ,czyli gwałtownej przemianie cieczy w gaz. W trakcie tej przemiany martwe komórki naskórka zostają rozbite.
Moje urządzenie

Urządzenie które posiadam to Skin Cleaner KD8010. W zestawie znajdziemy urządzonko zakończone metalową szpatułą, zasilacz, instrukcję i podręczne pudełeczko, w którym możemy wszystko przechowywać.  Urządzenie nie jest duże, dzięki czemu wygodnie trzyma się je w dłoni i nim operuje.
Zabieg
Twarz zwilżamy wodą (przefiltrowaną lub mineralną niegazowaną), następnie przesuwamy szpatulą po zwilżonej twarzy. Widzimy jak woda się rozprasza. Po wykonaniu zabiegu na twarzy możemy przejść do szyi lub dekoltu, ja stosowałam także na dłoniach mojej mamy ;)
Po zabiegu
Urządzenie ma także funkcję sonoferezy, jednak przyznam się że rzadko z niej korzystam. Głównym powodem jest dobór kosmetyków co nie jest takie łatwe.  Po zabiegu zatem wklepuj odpowiednie serum i kładę maskę algową.
Rezultaty
Skóra natychmiastowo jest widocznie czystsza. Przez kilka minut po peelingu może być lekko zaczerwieniona, jednak ten efekt szybko mija. Skóra jest także dużo gładsza i szybciej wchłania kosmetyki. Przy regularnym stosowaniu (procent zaleca zabieg raz w tygodniu przez  5 tygodni, później raz w miesiącu) widać duża różnicę. Skóra jest gładsza, lepiej nawilżona, naczynka wzmocnione, ustępuję drobne krostki.
Podsumowanie
Osobiście jestem bardzo zadowolona z rezultatów i nie żałuje żadnej złotówki. Tym bardziej że zakup urządzenia to koszt 1-2 zabiegów w gabinecie.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

-40 w Rossmannie ZNÓW

Hura!
Znów promocja w
Rossmannie -40%. 
Tym razem pędzimy po fluidy ,podkłady i korektory. Pewnie skuszę się na jakiś podkład ;) Postanowiłam zamieścić, info chociaż już pewnie do większości te wieści dotarły. Promocja trwa 20-27 stycznia. Więcej info na blogu Asiuchal. Pozdrawiam.
Planujecie jakieś zakupy?

piątek, 18 stycznia 2013

Afryka dzika - Dwufazowy olejek do kąpieli Bielendy

Długie zimowe wieczory....
Zimno za oknem....
Człowieka też jakiś chłód dopada.....
Czas na rozgrzewającą kąpiel. A najlepiej połączyć ją z aromaterapią. I o tym dzisiaj.
Niestety na zdjęciach tylko opakowanie, bo olejek zużyłam zanim odgrzebałam aparat z dna szafy. Jak wygląda produkt można zobaczyć np. na stronie producenta, czyli Bielendy. 

Do rzeczy:
Olejek jest dwufazowy. Składa się z przezroczysto pomarańczowego płynu i mlecznej pianki. Po wstrząśnięciu składniki ładnie się łączą tworząc piankę. I to tę piankę wlewamy pod strumień wody.
Wrażenia:
Aromaterapia pierwszej jakości. Jeśli ktoś lubi zapachy orientalne będzie zachwycony. Mi osobiście zapach do gustu przypadł bardzo, żeby nie napisać w euforii : kocham go!
Skład:
Jak zwykle ma swoje plusy i minusy. Na plus olejek arganowy, wyciągi z fig i daktyli, czyli bogactwo witamin, soli mineralnych i cukrów. Na minus wysoko w składzie SLS. Cóż... nie ma ideałów. JEdnak moja wrażliwa skóra nie odczuła żadnego podrażnienia, zatem nie dam się odstraszyć.
Działanie:
niestety tutaj nie ma szału. Skóra jest może odrobinę gładsza i bardziej nawilżona, niż gdybyśmy kosmetyku do kąpieli nie dodali, ale dużej różnicy nie widać. Natomiast zapach cudownie odpręża, jest ciepły, rozgrzewający, korzenny. Idealny na zimę właśnie.
Opakowanie:
Przemyślane opakowanie, wygodnie się nim wstrząsa, płyn szybko się miesza, dobrze dozuje.
Wydajność:
Jako że uwielbiam zapachowe kąpiele, wystarczył mi tylko na 5 użyć. Jak ktoś nie wylewa takich dużych ilości jak ja to pewnie dłużej mu posłuży. Niestety ja czasami nie mogę się oprzeć.

A jak ktoś nie ma wanny?
Producent pisze, że można produkt wlać na gąbkę i używać jak żelu pod prysznic. Nie próbowałam, bo wolę wygrzewać kości w wannie.

Na pewno spróbuje innych zapachów z tej linii: imbir i kardamon są wyjątkowo kuszące ;) Są też sole do kąpieli.

czwartek, 3 stycznia 2013

Malinowy Spray do włosów Marion

a dokładnie :
Spray Regenerujący włosy ocet z malin i koktajl owocowy z serii Nature Therapy firmy Marion.

Firma Marion jest dla mnie swoistym włosowym odkryciem. Mają dobre jakościowo kosmetyki, które nie rujnują naszych kieszeni. Jedyną ich wadą jest ich dostępność. W pobliskiej Drogerii Naturze mają tylko kilka produktów tej firmy. Jeśli coś mnie szczególnie zainteresuje muszę wyruszać na poszukiwania.Dzisiejszy bohater - w skrócie będę go nazywać Malinowym Sprayem, trafił do mnie w Mikołajowej paczce.


Pierwsze wrażenia
Spray pachnie przyjemnie. Jednak zupełnie inaczej niż płukanka z Ives Rocher. Tu wyraźnie czuć nie tylko maliny, ale także inne owoce. Zapach jest mniej słodki.
Skład oceniam dobrze, wiadomo, że jakieś konserwanty muszą być ,ale znajdziemy także  wyciągi lub oleje z moreli, brzoskwini, jabłek i oczywiście malin.

Stosowanie i efekty :
Po umyciu spryskujemy włosy i gotowe! Za to kocham kosmetyki w sprayu. Produkt zostaje równomiernie rozprowadzony na naszych włosach bez zbędnej zabawy. Włosy po wyschnięciu ładnie się błyszczą są też zmiękczone. Plus dla producenta za jakościowo dobry rozpylacz (po zużyciu kosmetyku na pewno ponownie go wykorzystam!)

Podsumowanie:
Fajny kosmetyk w sprayu, ciekawa alternatywa dla odżywek Marion i Gliss Kura, jednak nie odbudowuje tak dobrze jak ww. wymienione.Nie obciąża włosów, nadaje im ładny blask i świeży zapach (zapach niestety na krótko....).